Psie bójki

Awatar użytkownika
muzanka
Administrator
Posty: 826
Rejestracja: 12 marca 2012, 19:15
Lokalizacja: Łódź

Psie bójki

Postautor: muzanka » 27 kwietnia 2012, 23:56

Minęło prawie 5 godzin, a ja jeszcze przeżywam... :( :cry:
Przed 19.00 wyszłam z psami - jak zwykle- na siku dookoła bloku. Z sąsiedniego wieżowca wyskoczył "westi" luzem i dawaj obwąchiwać Ozyryska. Ozzie nie lubi być wąchany "od tylca", zaczął się marszczyć, więc zaczęłam go odciągać od "wąchacza".
Wszystko stało się w ułamku sekundy. Nie wiem kto na kogo się rzucił, zakotłowało się, powstał straszny harmider, żaden pies nie chciał ustąpić, ale w końcu udało mi się oderwać Ozyrysa od "westa". Miał gębę pełną białych kłaków. Przeraziłam się, bo mój chow jest co najmniej 3 razy większy od "sąsiada". W panice przepraszałam i kilkakrotnie prosiłam właścicielkę tamtego psa o sprawdzenie, czy nic mu się nie stało. Obejrzała swojego pupila, stwierdziła, że nic mu nie dolega i powiedziała, żebym się tak nie przejmowała. Machnęła ręką i stwierdziła, że może jej pies oduczy się napadania na inne. :ermm:
Niby mnie pocieszyła, odeszłam, ale po chwili zauważyłam, że Ozyrys ma cały pyszczek zakrwawiony i kapie na chodnik. :? W domu wytarłam, ale ciągle krwawił. :( Na szczęście, z upływem czasu coraz mniej. Nie udało mi się ustalić miejsca zranienia.

Zawsze jestem bardzo ostrożna w kontaktach Ozziego z innymi psami, bo wiem, że większość psiej populacji nie znosi chowów. Taka sytuacja zdarzyła mi się po raz pierwszy i mam nadzieję -ostatni.
Powyższe zajście trwało może 10 sekund, ale mnie wydawało się wiecznością. Doznałam takiego szoku, że nie wiem, kiedy się otrząsnę. Nie jestem w stanie przekazać targających mną odczuć. :( Ogólnie - horror!!! Na pewno nie zapomnę tego dnia.
Cały czas analizuję zaistniałą sytuację ... Psy się znały, nigdy nie objawiały wrogości, aż tu nagle- jakby piorun strzelił!!!!! Pewnie zaistniał jakiś zbieg okoliczności, zawiniła sytuacja, albo co?
Szczęściem Duśka nie włączyła się do akcji, bo mogłoby być jeszcze gorzej.
I kto by pomyślał, że przy takich proporcjach przeciwników ucierpi chow?
Obrazek

Awatar użytkownika
lami
Moderator
Posty: 776
Rejestracja: 20 marca 2012, 21:38

Re: Psie bójki

Postautor: lami » 29 kwietnia 2012, 15:37

Biedny Ozzi :cry: Aniu sprawdziłas czy zaden ząb się nie "obruszył" na terierze? moze stąd to krwawienie? Wspólczuje Wam obojgu..

Awatar użytkownika
muzanka
Administrator
Posty: 826
Rejestracja: 12 marca 2012, 19:15
Lokalizacja: Łódź

Re: Psie bójki

Postautor: muzanka » 29 kwietnia 2012, 23:55

Akurat to mi na myśl nawet nie przyszło. Z początku byłam przekonana, że ta krew pochodzi z "westa", dlatego tak nalegałam na jego pańcię, żeby dokładnie obejrzała swojego psa. Myślę, że na małym, białym, ostrzyżonym łatwiej "wyłapać" skaleczenie , niż na kudłatym chowie. Ona nic nie znalazła.
Ja szukałam zranienia u Ozyrysa i też nic nie stwierdziłam, ale następnego dnia przy myciu paszczora, Ozzie w jednym miejscu się krzywił.
Nie wiem, czy terier się "odwinął i dziabnął", czy kotek sam sobie przygryzł dolną wargę. To wszystko stało się tak nagle i szybko, że nie byłam w stanie "zarejestrować". :( Szok robi swoje. :?
Uzębienie zaraz mu sprawdzę. Na pewno nic nie brakuje, ale czy się nie chwieje? Oby nie.

Obmacałam zęby (Ozzie był wielce zniesmaczony), nic się rusza, więc "stawiam" na ukąszenie teriera.
Obrazek

esperanza
Posty: 115
Rejestracja: 18 marca 2012, 19:57

Re: Psie bójki

Postautor: esperanza » 4 maja 2012, 21:36

Ja mam tylko doświadczenie z własnymi psami.Moje suki dwie najstarsze pogryzły się kilka razy.Niestety przy okazji wbijając kły w moją łydkę i kolano.
Oj nie żeby specjalnie,,,ja głupia między ich pyski nogę wsadziłam bo nie mogłam ich obydwóch na raz utrzymać.Rudą lewą ręką,Tajgę prawą i nóżka odruchowo pomiędzy.......no i Rudej ząbki w kolano a Tajgi w łydkę wpadły.
Kolejny raz.....mąż je rozdzielał i Tajga która miała wtedy 28 kg dosłownie''zawisła''na jego dłoń wbita kłami pomiędzy kostki i ścięgna.Tak samo jak ja
mąż włożył rękę pomiędzy 2 rozszalałe suki .
Jeśli chodzi o starcia z innymi psami..........może poproszę koleżankę od Leona i Nel, o jakiś pościk...........hehe,Marzenka ty miałaś takie akcje to się wypowiedz. :blink: :blink:

Awatar użytkownika
muzanka
Administrator
Posty: 826
Rejestracja: 12 marca 2012, 19:15
Lokalizacja: Łódź

Re: Psie bójki

Postautor: muzanka » 9 maja 2012, 02:26

Wydaje mi się, że najgorsze co można zrobić w sytuacji, gdy psy walczą - to wejść między nie.
Dla nas to działanie odruchowe, ale zawsze wtedy najbardziej ucierpi rozjemca, czyli człowiek. :( Psy wpadają w amok i nie patrzą, kogo gryzą. :(
Obrazek

moniczka22
Posty: 27
Rejestracja: 7 maja 2012, 21:08

Re: Psie bójki

Postautor: moniczka22 » 9 maja 2012, 11:03

To prawda, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie żeby nie zareagować.
Kilka tygodni temu byliśmy z Przyklejkiem u teściowej i jak zwykle bawił się z Mozartem (3 letnim owczarkiem niemieckim). Muszę dodać że Przyklej jest bardzo towarzyski i uwielbia bawić się z innymi psami. I nagle Mozart rzucił się na Przykleja, bo ten wziął jego zabawkę... Ze względu na rozmiar psa nie odważyłam się go ściągać, ale ile dostał rurą od odkurzacza to tylko on wie. W końcu mąż go ściągnął...
Obyło się bez krwi, ale teraz już psy same nigdy nie zostają. :(

Awatar użytkownika
muzanka
Administrator
Posty: 826
Rejestracja: 12 marca 2012, 19:15
Lokalizacja: Łódź

Re: Psie bójki

Postautor: muzanka » 9 maja 2012, 17:45

Interweniować oczywiście zawsze trzeba, ale tłuc psa rurą od odkurzacza? :x :x Takie "rozwiązywanie" konfliktu nawet na myśl by mi nie przyszło.
Mimo wcześniejszego "mądrzenia się", prędzej wlazłabym między psy, narażając się na pogryzienie, niż któregoś uderzyła.
Bójka z udziałem chowa zdarzyła mi się po raz pierwszy i mam nadzieję - ostatni. Wcześniej "uczestniczyłam" w sporach ON'ków, tyle, że to zawsze mój tata wykazywał się największą przytomnością umysłu, szybkością działania i pierwszy stawał "na linii ognia". Wskakiwał między psy, rozdzielał przeciwników łapiąc za skórę na karkach, a ja tylko pomagałam, odciągając swojego. Ojciec zawsze "obrywał" od któregoś rozjuszonego psa, dlatego nie polecałam takiego sposobu.
Widziałam też bójki obcych psów - właściciele ciągnęli za ogony, polewali wodą, ale nie bili!
Wiem, że w takiej sytuacji człowiek dostaje "głupawki", ale bicie psa uważam za niedopuszczalne!!!!
Obrazek

moniczka22
Posty: 27
Rejestracja: 7 maja 2012, 21:08

Re: Psie bójki

Postautor: moniczka22 » 9 maja 2012, 20:27

Masz rację ale byłam przerażona, a nikt inny nie zareagował. Teściowa stała przerażona i chyba sama się bała. Ja nie jestem tak odważna, żeby walczyć z psem który jest mojej wielkości i pewnie silniejszy. I w dodatku nie mój.

mss16
Posty: 26
Rejestracja: 19 marca 2012, 09:51

Re: Psie bójki

Postautor: mss16 » 13 maja 2012, 21:02

Ja niestety maiłam sporo takich przeżyć. Przede wszystkim uważam, że inne psy atakują chowki, bo nie wiedzą co to jest..wielkie, puchate- to owca, kot czy pies i ze strachu atakują nasze psy. Gdy miałam tylko Leona on jako pierwszy nigdy nie atakował, aż tu jednego popołudnia na spacerze z podwórka wylatuje kundel i od razu zaatakował. Akurat z tym psem Leon sobie poradził. Ja byłam w szoku. Tego samego dnia pojechaliśmy wieczorem do weta i od razu nad zalew na wieczorny spacer. Mój chłopak na chwile mnie zostawił, bo musiał za potrzebą w krzaczki. Zbliżyła się do nas kobieta z labradorem retriever, a drugiego jej psa trzymała córka owczarka niemieckiego. Prosiłam ją aby nie podchodziła, ale ona " proszę Panią to są łagodne psy", zgodziłam się. Nagle owczarek zaczął szczekać i w tym momencie ten labrador wlazła na Leona i zaczął go gryść. Nie miał szans aby się bronić, a tej kobiecie wypadła jeszcze smycz. Kretynka zamiast łapać psa to stała, a ja darłam się i wołałam mojego chłopaka. Teraz ta kobieta nas omija.
Kolejny mój problem to ludzie. Mieszkam na wsi i spaceruje z moimi psami tutaj. Oni niestety nie rozumieją że psa trzyma się na podwórku. Niektórzy specjalnie otwieraja furtki, a niech pies sobie pobiega. Raz mojemu sąsiadowi uciekł pies i co znowu była bitwa, ale pies był większy i nie wiedziałam jak pomóc Leonowi a nie bardzo chciały się rozdzielić, aż w końcu zaczęłam rzucać w psa piachem. Do sąsiada poszłam z pretensją i powiedziałam, że jego pies zaatakował mnie ale mój pies stanął w mojej obronie. Takich przygód z psami na wsi miałam jeszcze dwie. Dlatego noszę ze soba spray na psy, inaczej to jest gaz pieprzowy. Najgorszą przygodę mieliśmy gdy do koleżanki pojechaliśmy z psami przy jej bramie stała kobieta z bokserem, bez smyczy. Widziała, że wyciągamy psy z samochodu. Stwierdziliśmy, że skoro trzyma psa bez smyczy to jest łagodny. Nel wpuściłam na podwórko a Leon wysiadł z bagażnika bokser potrzedł i zaczął się dym. A co właścicielka zrobiła nic stała i patrzyła, gdy mój chłopak i jej chłopak próbowali ich rozłączyć. Widok był straszny , bo Leon uciekła nie chciał się bić, a chłopaki kopali z dwóch stron tego psa, a ten wraz atakował Leona. Dopiero gdy wrzasnęłam na kobiete by zabrała swojego psa to chwyciła go za obrożę i jeszcze pretensje miała do nas, że my psy wyjeliśmy z bagażnika po to by wpuścić na podwórko. Po tym zdarzeniu nie mogliśmy dojść długo do siebie. Chłopaki bronili Leona miał krew na sobie tego boksera. Pomimo wszystko było nam szkoda tego psa. Aby rozdzielić psy bicie ich nic nie da, najlepszy jest piach rzucany w oczy , napoje gazowane, tak samo lane po oczach i woda. Przez te zdarzenia teraz mam problem ze swoim psem bo zrobił się zadziora co do innych psów. Mieszkam na wsi, ale ludzi tutaj nie na widzę- zacofani są jak diabli. Czasami jak chodzę z psami potrfię usłyszeć " CO TO ZA PSY ŻE TRZEBA CODZIENNIE JE WYPROWADZAĆ NA SPACER".

moniczka22
Posty: 27
Rejestracja: 7 maja 2012, 21:08

Re: Psie bójki

Postautor: moniczka22 » 13 maja 2012, 21:37

Serdecznie Ci współczuję bo to straszny widok.
Ja z Przyklejem miałam tylko jedną taką przygodę a i to za dużo.
My za to mamy inny problem- wszystkie okoliczne psy, a także labrador mojej mamy uważają Przyklejka za suczkę i na niego włażą... On się dzielnie broni, ale na razie kończy się tylko na warknięciach.
Mieszkamy na maleńkim osiedlu, w zasadzie wsi i spokojnie na spacerze może biegać bez smyczy co uwielbia, ale trzeba cały czas uważać :( .


Wróć do „Zachowanie”